Myśli rozczochrane

Nocny spacer

Idę wieczorem i jak zwykle spoglądam w niebo. Podziwiam gwiazdy, których dziś jest pod dostatkiem. Widzę Wielki Wóz, zaś ten mały skurczybyk znowu gdzieś się skrył. Może kiedyś go odnajdę, a może jednak nie. Nie wiem, nic na siłę. Idę i wdycham zapach wieczornego powietrza. Teraz tak szybko się ściemnia, lecz mrok rozświetlają uliczne latarnie rozsiane po całym osiedlu. Chciałabym, żeby zgasły choć na chwilę – mogłabym wtedy pogapić się w niebo i znaleźć gwiazdę, która będzie mi przewodnikiem. A tak muszę ją sobie wyobrazić i uwierzyć, że jest gdzieś tam – hen, wysoko i świeci specjalnie dla mnie.

Idę i rozmyślam. Rozmyślam o tym, co było i godzę się na to. Mój mózg produkuje nadzwyczajną ilość myśli, ale przywykłam do tego. O ile łatwiej się żyje, kiedy człowiek zgadza się na siebie. Na swoje cechy, które z chęcią oddałby komuś innemu i jeszcze dopłacił. Ale tak to nie działa, niektórych rzeczy po prostu nie da się przeskoczyć. Więc idę i po raz kolejny wałkuję w myślach tak znaną mi historię. Biorę głęboki wdech i z wydechem staram się puścić całe napięcie. Zaufać i uwierzyć – to mój cel na najbliższe godziny. Pogodzić się z tym, co jest i z tym czego nie ma. Przekonać samą siebie, że to co jest jest dobre i widocznie ma jakiś głębszy sens. Jest mi potrzebne, a głową muru nie przebiję. Nic na siłę – jeśli coś ma się wydarzyć, to po prostu się wydarzy. Pewnie wtedy, kiedy odpuszczę i przestanę się tym zamartwiać. Wtedy, kiedy stwierdzę, że już mi wszystko jedno i wcale nie czekam na telefon. Że cokolwiek się stanie – przyjmę to i będę szczęśliwa.

A teraz muszą mi wystarczyć gwiazdy, które tkwią gdzieś w przestworzach i uśmiechają się na myśl o moich zmartwieniach, jakby chciały powiedzieć: „Przestań się tak przejmować, kiedyś będziesz się z tego śmiać”. Tak, też mam taką nadzieję. Zawsze to sobie powtarzam w momentach kryzysu – kiedyś pomyślę o tych wszystkich zawirowaniach i uśmiechnę się na myśl o tamtej Agnieszce, której te sprawy spędzały sen z powiek. Przytulę ją w myślach i powiem jej, że to było zupełnie niepotrzebne, bo koniec końców wszystko skończyło się lepiej, niż mogłabym to sobie wyobrazić. Że Boski plan przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i coś, co zdawało się niemożliwe stało się rzeczywistością w odpowiednim momencie. Wtedy, kiedy byłam gotowa.

Więc teraz patrzę się w niebo i oddycham głęboko, godząc się z życiem. Mam prawo popełniać błędy. Wszyscy mamy. Zbłądzenie nie czyni z nas złych ludzi, każdemu może powinąć się noga. Czasem przychodzą gorsze chwile, podejmujemy kiepskie decyzje, których później żałujemy i plujemy sobie w brodę. Ale nic straconego, jeśli wyciągniemy z tego lekcję i sumiennie ją odrobimy. Nie warto wyrzucać sobie popełnionych błędów – miejmy dla siebie więcej wyrozumiałości. Widocznie w tamtym momencie taka decyzja była dla nas najrozsądniejsza. Widocznie tak czuliśmy. Mleko już się rozlało, lecz to nie znaczy, że nie można go wytrzeć i zacząć wszystkiego od nowa. Przyznać się przed sobą, że zrobiło się coś czego się żałuje i przebaczyć. Tak po prostu, bez zbędnej analizy. Przebaczyć sobie i innym, bo trzymanie żalu i urazy zamyka nasze serce na szereg pozytywnych emocji. Na miłość, która jest przecież sensem istnienia.

Idę i rozmyślam. Uwielbiam nocne spacery i dystans, jaki się wtedy pojawia w moim umyśle. Zaufanie do Boga, że w końcu uciszy ten sztorm i wypłynę na spokojne wody, gdzie będę mogła zacumować mój statek. Wpłynę do portu i tam będzie moje miejsce. Zrzucę kotwicę i powiem sobie:

– Jest dobrze. Po prostu jest dobrze.

 

 

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, udostępnij go znajomym, polub New Chapters na Facebooku (KLIK) i zostaw po sobie ślad – stwórzmy razem społeczność marzycieli, którzy potrafią dostrzec piękno w najzwyklejszych momentach… Dziękuję, że ze mną jesteś i… nie bój się marzyć! 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *