Opowiadania

Gorzki cukier cz. 3

        Październikowe słońce przezierało przez zasłony z Ikei, niemiłosiernie rażąc rozczochranego bruneta w twarz. Odwrócił się na drugi bok, nerwowo naciągając kołdrę na głowę. Niech to szlag! Kolejna noc z rzędu na wpół nieprzespana – nie dość, że męczył go ból brzucha po wczorajszym kebabie, to gdy udało mu się zasnąć znowu śniła mu się ta sama osoba. 
                                                                ____________________________

        Maria. To imię kołatało mu w głowie od wielu miesięcy, kiedy to podjęli wspólną decyzję o zakończeniu ich związku. Krzysiek sam nie wiedział, co jest gorsze – rozstanie, czy ciągłe wspominanie byłej partnerki? Przecież oboje wiedzieli, że dalsze bycie razem nie ma sensu, czemu więc jej twarz wracała do niego gdy zapadał w objęcia Morfeusza? Nieraz w półśnie łapał za telefon łudząc się, że na wyświetlaczu zobaczy tak często zadawane pytanie: „Śpisz?”. To był ich mały rytuał – jeśli któreś z nich nie mogło zasnąć, odruchowo pisało SMS-a, z którego oboje zawsze się śmiali. 

 – Uważaj, bo kiedyś odpiszę, że tak i wyjdzie na jaw, że lunatykuję – żartował Krzysiek, delikatnie przyciągając ukochaną do siebie.

– Nawet to mnie do ciebie nie zniechęci – śmiała się Maria, sprzedając mu kuksańca pod żebra. – Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz!

        Znowu to samo. Argh! Krzysiek miał dosyć tych powracających wspomnień, w których byli jeszcze szczęśliwi i dokazywali sobie nawzajem. Przecież za obopólną zgodą przytulili się po raz ostatni i zamknęli tamten rozdział. Ona wsiadła do autobusu numer 5, zaś on poczłapał w stronę pobliskiego baru. Co prawda wylali przy tym morze łez, z trudem odchodząc w przeciwne strony, lecz rozstanie to rozstanie. Koniec i nowy początek zarazem. Tylko dlaczego to wciąż tak boli? Dlaczego na każdy dźwięk telefonu wciąż łudził się, że to wiadomość od niej, od jego Marysi? Dlaczego tak często wyobrażał sobie ich pojednanie, a jednak nie był w stanie przemóc swojego uporu i pierwszy sięgnąć po telefon? Tysiące pytań mnożyło się w jego i tak już przepełnionej głowie, aż wystrzelił z łóżka niczym proca i wsadził twarz pod lodowaty strumień wody. Spojrzał na swoje utrapione oblicze i głośno westchnął. Podkrążone i przekrwione oczy z pewnością nie były dobrym sygnałem, a kilkudniowy zarost tylko potwierdzał jego skryte obawy – cholernie za Marią tęsknił.

      Tęsknił za jej uśmiechem, bujną fryzurą i tym spojrzeniem, które rzucała mu po nad wyraz nieudanym żarcie. Piorunowała go wtedy wzrokiem, a on doskonale wiedział który przycisk nacisnąć, żeby za chwilę tarzała się ze śmiechu. Robił wszystko, byle tylko wzbudzić w niej te ciepłe, przyjemne odczucia i patrzeć, jak promienieje wewnętrznym blaskiem. Była w tym tak naturalna i bezpretensjonalna, że Krzysiek mógłby przysiąc, że czas zdawał się wtedy stać w miejscu. Jak to możliwe, że teraz prowadzili dwa zupełnie odrębne, niezwiązane ze sobą życia? Jakim cudem osoba, będąca najbliższa jego sercu, nie wie co u niego słychać i z wzajemnością? Być może poznała już kogoś nowego i jest teraz o niebo szczęśliwsza i na dźwięk jego imienia tylko wzrusza ramionami, twierdząc, że „było, minęło”? Ta wizja sprawiła, że aż go skręciło i złapał się za brzuch. Myśl, że mogłaby być z kimś innym była dziwnie bolesna i wręcz niemożliwa do przełknięcia. Gdy jej nie widział to co z oczu, to z serca. Ale gdyby nagle zobaczył ją z innym… Cóż, to byłby cios poniżej pasa. Dlaczego więc nie złapał od razu za telefon i nie wybrał jej numeru? Dlaczego nie mógł powiedzieć jej, jak bardzo za nią tęskni i zrzucić tym samym z siebie ten niewyobrażalny ciężar, trawiący jego serce od tak wielu miesięcy? Dlaczego duma i upór były silniejsze od prawdziwej miłości? Dlaczego to musiało być tak cholernie skomplikowane?

                                                                             ***

         Maria przeciągnęła się leniwie i spojrzała na stojący nieopodal zegar; prezent od ciotki na osiemnastkę. Kto normalny wpadłby na taki pomysł? Cóż, Krystyna, kuzynka jej matki, należała do dość osobliwych przypadków i za nic miała konwenanse. Lubiła żyć szybko, wystawnie i z rozmachem i taki też był ten zegar, wskazujący właśnie pięć po trzeciej. Maria zaklęła pod nosem i upiła łyk wody. Cholera! Znowu to samo. Kolejna nieprzespana noc, który to już dzień z rzędu? Bała się, że przez te nocne przeboje jej wydajność w pracy spadnie tak drastycznie, że pod koniec miesiąca zamiast obiecanego bonusu dostanie wypowiedzenie podpisane zamaszystym pismem Więcławskiego. Nie, nie mogła na to pozwolić. Wypiła krople nasenne, oszukując samą siebie, że tym razem jej pomogą. A nawet jeśli tak by się stało, to co z tego? Przecież nie będzie łykać ich codziennie, a jakoś funkcjonować trzeba. Wiedziała, że żadne specyfiki nie pomogą na prawdziwą przyczynę jej bezsenności… 

      Tęsknota. Ach, ta paląca od wewnątrz tęsknota, gdy z przyzwyczajenie chciała wtulić się w tak znane jej ramiona, natrafiając jednak na ziejącą pustką połowę łóżka. W ciągu dnia jeszcze jakoś się trzymała – obowiązki, goniące terminy, spotkania do zorganizowania. Pranie, odwiedziny rodziców, zaległe faktury i śmieci do wyrzucenia. Nakładała na siebie coraz więcej, byle tylko nie myśleć. Byle tylko nie dopuścić do siebie tych niewygodnych uczuć, która przecież miały minąć wraz z powiedzeniem sobie ostatniego ‚cześć, trzymaj się’. I, cholera, nie minęły. A przecież oboje byli zgodni co do tej decyzji, więc czemu teraz powracał do niej w snach? Pewnie już zdążył się pocieszyć i teraz żył sobie szczęśliwie u boku jakiejś dziewczyny, a na wspomnienie byłej tylko wzruszał ramionami. „To stara historia” – tak w myślach Marii kwitował wszelkie napomknięcie o niej, jego dawnej miłości. Dlaczego więc wciąż musiała tak cierpieć? Dlaczego on już ruszył naprzód i korzystał z życia, a ona wciąż tkwiła w przeszłości, rozpamiętując wszystko od nowa i przeżywając rozstanie, jakby wydarzyło się wczoraj? Czemu nadal wracały do niej pamiątki radosnych chwil, gdy jego pocałunki przyprawiały ją o dreszcze, a dotyk czułych dłoni był ukojeniem po wymagającym i pełnym kłód pod nogami dniu? Dlaczego nie mogła o nim zapomnieć, podczas gdy on uporczywie milczał, nie interesując się kompletnie tym, co też u niej słychać. Nie napisał nawet głupiego „co u Ciebie?”, jakby była dla niego tylko nic nieznaczącą znajomą. Jakby nie wydarzyło się tych kilka lat, gdy byli dla siebie najbliższymi ludźmi na świecie…

       Nagle schowana pod kołdrą komórka zabrzęczała, co przyśpieszyło bicie serca Marii.

– Krzysiek – szepnęła, grzebiąc w pomiętej pościeli.

      Niestety, życie szybko wylało na nią kubeł zimnej wody – na ekranie pysznił się przepis na jakieś super fit ciasteczka z aplikacji, którą w przypływie desperacji i weny zainstalowała na swoim smartfonie. Chciała wziąć sprawy w swoje ręce, przestać się nad sobą użalać i złapać wiatr w żagle. Miała stać się silną, niewzruszoną Wonder Woman, która idzie przed siebie niczym burza. Zero smutków, wracania do przeszłości i taplania się w tęsknocie. Ambitny plan zakładał, że nic już nigdy jej nie złamie a ona będzie inspirować inne kobiety do zawalczenia o siebie.

      Jej plan był dopieszczony w najmniejszych szczegółach; niestety – jego realizacja przysporzyła Marii więcej problemów. Już pierwszego dnia po wdrożeniu swoich postanowień w życie, zjedzeniu pożywnego omleta i porannej przebieżce po pobliskim parku przyszedł moment załamania. Postanowiła od razu wyzbyć się wszelkich pamiątek, przypominających jej dawne życie i jednym wprawny ruchem wrzuciła stare zdjęcia, kartki i listy do kubła na śmieci. Pech chciał, ze jedno ze zdjęć wylądowało tuż obok, więc wzrok Marii niechybnie powędrował w zakazane rejony. Marzec 2018 – wesele jej znajomej ze szkoły. Ona i Krzysiek wystrojeni w peruki, z uśmiechami od ucha do ucha. Pamiętała dobrze ten wieczór bo właśnie wtedy poczuła, że kiedyś i ona chce stanąć na ślubnym kobiercu. I doskonale wiedziała z kim. Bolesne wspomnienie zakuło ją w sercu i w mgnieniu oka siedziała skulona pod kuchenną szafką, zalewając się łzami. To nie tak miało wyglądać! Miała usunąć wszelkie punkty zapalne i wkroczyć na nową drogę do jej świetlanej przyszłości, a tymczasem ledwo łapała oddech między jednym wybuchem płaczu a drugim. Cóż, może i w teorii to była przysłowiowa bułka z masłem, lecz egzamin praktyczny oblała z kretesem.

         W tym samym czasie, na odległym osiedlu Warszawy, potargany brunet przeżywał podobne katusze. Doprawdy pokrętne bywają koleje ludzkiego losu – oboje pragnęli tego samego, tęsknili do tych samych chwil i uczuć, jednak żadne z nich nie potrafiło przemóc własnej dumy, uporu i zawziętości. Wierząc w to, że druga strona z pewnością już się po wszystkim pozbierała i nadzieja ostatecznie umarła. Żadne z nich nie potrafiło wykazać się odwagą i wyciągnąć rękę po coś, co z pozoru było tylko echem dawnych wydarzeń. Niby dwoje dorosłych, dojrzałych ludzi, lecz przerosła ich zwykła, szczera rozmowa. Jak wielu ludzi żyje w tęsknocie, bojąc się wcielić marzenia w życie? Jak wielu cierpi, nikomu o tym nie mówiąc, powierzając swoje sekrety księżycowi, który nigdy nikomu ich nie zdradzi? Jak wiele serc jest strapionych zupełnie niepotrzebnie, nie próbując znaleźć porozumienia? 

       Krzysiek jeszcze raz spojrzał w lustro, gdy nagle do niego dotarło: brak decyzji to też decyzja. W głowie po raz setny zaświtała męcząca go od dawna myśl: a co, jeśli będzie za późno?

 

                                                       _________________________________

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *