Opowiadania

Gorzki cukier

    Nadchodzi nowe. Nie lubię stać w miejscu, a stagnacja i monotonia to coś, co wywołuje we mnie nieprzyjemne odczucia. Wiem, że wielu z Was czeka na drugą część „Pogoni”, jednak muszę na chwilę oderwać się od tej historii i spróbować czegoś nowego. Tak powstał „Gorzki cukier” – cykl opowiadań, które będę od teraz publikować na blogu. Nie wiem, dokąd ta opowieść mnie zaprowadzi, bo jak zwykle piszę spontanicznie, bez planu, notatek i planów na przyszłość. Być może przerodzi się w trzecią książkę? Ciekawe, co życie przyniesie. Wiem jedno – z pewnością będzie ciekawie. Zapraszam Was  do lektury i mam nadzieję, że i ta historia spotka się z Waszym uznaniem. 
  Wybiła czternasta. Maria odruchowo zerknęła na wyświetlacz starego smartfona. Zero wiadomości. Zresztą czemu miałaby jakąkolwiek o tej porze dostać? Chyba zbyt długo żyła złudzeniami. Oblizała spierzchnięta usta i potarła obolałe skronie. Niekiedy dopiero ból głowy przypominał jej, że znowu zapomniała o regularnym piciu wody, choć to było jedno z jej postanowień noworocznych. Wsunęła stopy w fikuśne kapcie i podreptała do mikroskopijnej kuchni. Lubiła to przytulne mieszkanko na poddaszu, jednak nie obraziłaby się o dodatkowe metry kwadratowe. A tak musiała schylać się, żeby sięgnąć po dzbanek z wodą i robić wygibasy przy gotowaniu pomidorówki.

   Napełniła jedną ze szklanek z Ikei wodą i ponownie zatopiła się w swoich myślach. Nie miała pojęcia, dokąd zmierza. Ona i jej życie. Przyszłość. Miała wrażenie, że od kilku lat tkwi w jakimś cholernym zawieszeniu, niczym cyrkowiec stąpający po naciągniętej linie, który ani myśli dojść do końca i tylko z przestrachem w oczach spogląda na zgromadzoną widownię. Iść, czy nie iść? Dokładnie tak czuła się Maria. Każdy lepiej wiedział, co powinna, a czego nie, jak szybko powinna się ustatkować i ile ma czasu na dojście ze sobą do ładu. Przecież powinna tylko zrobić a), b) i c) i wszystko się samo poukłada. Ehe, jasne. Tylko ona wiedziała, jak bardzo była w środku zablokowana. Tylko ona wiedziała, z jakim wysiłkiem przychodziło jej przetrawienie pewnych sytuacji, godzenie się z nimi i traktowanie ich jako część jej zawiłej historii. Gdyby to było takie proste, już dawno odzyskałaby ten dawny blask w oczach, który zgasł i jak na złość nie chciał się rozpalić na nowo. Nie potrafiła samej siebie do czegokolwiek zmusić. Z wierzchu silna, w środku skrywała nad wyraz delikatną istotę, która była płochliwa i bardzo emocjonalna. Ta mała dziewczynka wewnątrz niej nie dawała się tak szybko namówić na zmiany. Ba!, ona je tak skutecznie sabotowała, że nieraz Maria musiała się nieźle natrudzić, żeby doprowadzić pewne sprawy do końca. Sama wyprowadzka z rodzinnego miasta była dla niej ogromnym wyzwaniem i dopiero za którymś podejściem udało jej się tak naprawdę odciąć pępowinę. Nie oznaczało to jednak, że była niezaradna i potrzebowała opieki rodziców; wręcz przeciwnie – była samodzielna, dojrzała i ogarnięta w sprawach życiowych. Większym problemem było dla niej zaufanie samej sobie; ta mała dziewczynka nie dała się tak łatwo przekonać. Bo jak można zaufać komuś, kto tyle razy ją zdradził i porzucił? Jak można uwierzyć komuś, kto tak wiele razy wybrał innych zamiast samej siebie? 

   Maria wiedziała, że ten proces wymagał czasu, troski i zaangażowania. W końcu, wiedziona wpojonymi jej w dzieciństwie schematami myślenia, przez wiele lat usiłowała zadowolić innych. Oczywiście własnym kosztem. Uczono ją, że najważniejsze jest to, co myślą o niej inni, nie ona sama. Najważniejsze jest to, jak się prezentuje i jak widzą ją ludzie. Jej własne potrzeby były na szarym końcu. Nieważne było to czego tak naprawdę pragnęła ona jako odrębna, autonomiczna jednostka. Musiała zjednywać sobie ludzi, być miła i kulturalna. I żyłaby w tym chorym schemacie jeszcze wiele, wiele lat, gdyby w końcu nie wytrzymała. A raczej jej organizm, który zaczął się buntować. W środku była wykończona ciągłym życiem według oczekiwań innych; ból brzucha stał się jej nieodłącznym kompanem. Odwiedziła wielu lekarzy, specjalistów, profesorów; została przebadana pod każdym możliwym kontem, na każdą istniejącą chorobę i diagnoza zawsze brzmiała tak samo: „Ja tu nic nie widzę. Jest pani zdrowa. To musi mieć źródło w pani psychice”. Doszło do tego, że bliscy posądzali ją o bycie symulantką, byle tylko zwrócić na siebie uwagę. A ona naprawdę cierpiała. To wszystko, w połączeniu z małą nieufną dziewczynką mieszkającą w jej podświadomości sprawiło, że Maria miewała poważne chwile zwątpienia. Zastanawiała się, kiedy w końcu zaświeci dla niej słońce. Bo te cholerne chmury za nic nie chciały się na dłużej ulotnić.

                                                                                               ***

– Krotecki jest skończonym palantem – żachnęła się Majka, wodząc palcem po drewnianym blacie kawiarnianego stolika. – Ciągle tylko deadline i deadline. Ja naprawdę dłużej tego nie wytrzymam.

    Maria nie zareagowała. Jak zwykle zatopiła się w swoich myślach tak głęboko, że przestała reagować na jakiekolwiek bodźce z zewnątrz. Jej bogate życie wewnętrzne sprawiało, że nieraz wyłączała się w połowie rozmowy, zupełnie nie przetwarzając tego, co mówiła druga strona. Momentami było to uciążliwe, bo musiała potem prosić o powtórzenie, jednak dzięki tej umiejętności potrafiła przetrwać w mniej sprzyjających warunkach – po prostu skupiała całą uwagę na swoim wnętrzu, obojętna na to, co dookoła. To było istne błogosławieństwo w trakcie nudnych wykładów na studiach. Gdy wykładowca bełkotał o kolejnym zawiłym przypadku, myśli Marii błądziły w bardziej fascynujących rejonach, pomagając jej wysiedzieć w miejscu przez to nieskończenie długie półtorej godziny.

– Znowu siedzisz w swoim świecie? – szturchnęła ją Majka, która już przyzwyczaiła się do tego, że miała do czynienia z nietuzinkową postacią. Wiedziała, że Maria jest kreatywną duszą i ma często wiele pięknych i interesujących myśli, niekoniecznie związanych z nudną prozą dnia codziennego.

– Każdy z nas ma swój świat – wzruszyła ramionami Maria, upijając łyk małej czarnej. – Tylko nie każdy potrafi go w sobie odkryć. To musi być naprawdę straszne żyć tylko bieżącymi sprawami i nie myśleć nigdy o niczym głębszym. Nie wyobrażam sobie prowadzić tak puste życie.

    Majka, która nieraz zazdrościła przyjaciółce jej marzycielskiego nastawienia i widzenia piękna w drobnostkach, mimowolnie pokiwała głową. Ona sama nie umiała zatopić się w sobie, by w pełni popuścić wodze fantazji i zapomnieć się choć na chwilę. Choć na jeden krótki moment zamyślić się tak bardzo, by nie musiała martwić się popapranym szefie w jeszcze bardziej popapranej firmie. Krotecki co rusz suszył jej o coś głowę, choć radziła sobie lepiej niż niejeden kierownik. Majka była pewna, że chodziło mu tylko i wyłącznie o to, że w przeszłości jej matka odrzuciła jego pokraczne zaloty. Dziewczyna czuła, że jego nienawiść sprowadza się tylko i wyłącznie do feralnego lipca 1985, gdy Anna Sławiec (wtedy jeszcze Kwiatkowska) wyznała mu, że już się z kimś zaręczyła. Tym kimś był oczywiście ojciec Majki; konkurent, który miał trochę więcej szczęścia. Krotecki nie mógł przeboleć swojej przegranej – po wszystkim wyjechał z kraju i tyle go ludzie widzieli. Wrócił dopiero po 20 latach, za zarobione w Belgii pieniądze założył firmę kurierską i teraz mógł już tylko odcinać kupony. Gdy w nowej asystentce kierownika działu marketingu ujrzał dawną niespełnioną miłość, praca stała się dla Majki istną gehenną. Nie znała dnia ani godziny, kiedy szef wparuje na ich openspace i skieruje swoje kroki w jej stronę, by dorzucić kolejną stertę papierzysk do przejrzenia.
– Ten Krotecki to prawdziwa świnia. – Maria poklepała przyjaciółkę po ramieniu. – Naprawdę mi przykro, że tak się z nim męczysz. Ja bym długo nie wytrzymała w takiej pracy.

– Ja też mam serdecznie dość – jęknęła Majka, odrzucając długie blond włosy do tyłu. Odgryzła pokaźny kęs jagodzianki i prędko go przełknęła. – Ale w tej pipidówie ciężko o jakąkolwiek inną robotę. Rozsyłam średnio 3 CV dziennie i telefon nadal milczy. Szukałam już w Krakowie, ale wciąż nic. Mam wrażenie, że Krotecki rzucił na mnie jakąś klątwę i będę na niego skazana do końca moich dni. – Majka ukryła twarz w dłoniach i westchnęła tak, jakby to miało być jej ostatnie tchnienie.

    – Uważaj na to, co mówisz. Słowa mają moc. – Słusznie zauważyła Maria.

   Przyjaciółka tylko wzruszyła ramionami i ewidentnie posmutniała. Wiedziała, że nie wolno paplać trzy po trzy, bo jeszcze wykracze, ale jak miała być pałna optymizmu i nadziei, gdy codziennie rano wchodziła do istnej jaskini lwa? Pracowała w Transvicie SA odkąd skończyła studia – ta posada jawiła jej się jako spełnienie nastoletnich marzeń o codziennym wbijaniu się w ołówkową spódnicę, popijaniu włoskiej kawy z firmowego ekspresu i lawirowaniu pomiędzy boksami w wyszukanych czółenkach. Jak na skrzydłach biegła do dużego gmachu przy Nowolipskiej, by zacząć swoją dorosłą karierę. Praca okazała się jednak dużo bardziej wymagająca i drenująca z energii, ołówkowa spódnica uwierała po obfitym lunchu, a czółenka obcierały jej stopy średnio 3 razy w tygodniu. Tak więc non stop chodziła niewyspana, poddenerwowana i zestresowana. Pieniądze przeznaczone na wizyty u kosmetyczki wydawała na plastry, w czasie wolnym non stop chodziła w luźnych spodniach, a na randki wybierała stare, wysłużone Conversy.

– To nie tak miało wyglądać. – Żałośnie pociągnęła nosem. – Miało być tak pięknie.

   Maria pokiwała głową w zamyśleniu. Doskonale rozumiała Majkę. Co prawda sama miała całkiem niezła posadę, na którą nie mogła narzekać, ale znowuż jej sprawy prywatne kompletnie nie posuwały się naprzód. Doskonale znała więc smak frustracji i przygnębienia trawiący przyjaciółkę. Co noc zasypiała z myślą, czy aby jutro nadejdzie ten dzień, gdy skończy się trudny okres w jej życiu i w końcu poczuje jak kamień spada jej z serca. Sama miała wiele pytań, na które nikt, jak na razie, nie potrafił udzielić jej odpowiedzi. Spojrzała przez okno, by choć na chwilę uspokoić myśli.

  „To nie tak miało wyglądać” powtórzyła w głowie za Majką. „Nie tak”.

                                               _____________________________________ 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *