Opowiadania

Pogoń #5

Dziś zapraszam Was na piątą część przygód zapracowanej Ewki 🙂 Ta seria powoli dobiega końca – myślę, że napiszę jeszcze dwie-trzy ostatnie części przygód tej bohaterki.

Chyba, że wolicie, aby Ewka została z nami na dłużej? Dajcie znać w komentarzach 🙂

 

 

Natarczywy dźwięk budzika wyrwał Ewkę z głębokich rozmyślań. Spojrzała na zegarek – za dwadzieścia ósma. Powinna być już w drodze do pracy. Zaklęła siarczyście pod nosem i pośpiesznie wstała. Pół nocy nie spała – męczył ją potworny ból brzucha i bliżej niezidentyfikowany niepokój. Przewracała się z boku na bok, jakby wisiało nad nią coś złego. Co prawda gardziła ludźmi, którzy wierzyli w jakieś durne zabobony, ale nie potrafiła pozbyć się tego dziwnego przeczucia, że czekał ją trudny okres w życiu. Odrzuciła te myśli od siebie, już wystarczająco dużo czasu straciła na bezsensowne gdybanie i zapuściła się w niezbadane zakamarki swojej duszy. Wystarczy. Miała dziś w planach dość napięty dzień, więc nie było mowy o próżnowaniu. Ponownie rzuciła okiem na zegarek; nie zdąży wstąpić do kawiarni po latte, ale jakoś przeżyje. Wzięła szybki prysznic, założyła obcisłą sukienkę i w pośpiechu wyszła z domu. Makijaż zrobi w pracy, a włosy uczesze na czerwonym świetle.

Wpadła do biura niczym petarda, po drodze gubiąc latające luzem kartki. Sekretarka zmarszczyła brwi i na znak pogardy przewróciła oczami, pomagając jej zbierać papiery. Była święcie przekonana, że szanowna pani Mirska będzie perfekcyjna w każdym calu, przez co wyżywanie się na podwładnych stanie się codziennością. Ku jej zdziwieniu, Ewka okazała się nieobecna duchem, roztargniona i kiepsko zorganizowana. Może i nadal wyglądała jak rasowa bizneswoman, ale jej profesjonalizm z pewnością pozostawiał wiele do życzenia. Ewka zdawała sobie sprawę z tego, jak wiele gaf popełniła od początku swojego „panowania”, co w dużej mierze zmieniło jej stosunek do pracowników. Przestała patrzeć na wszystkich z góry; bała się, że mogą zacząć knuć za jej plecami, szczególnie teraz, gdy dopięła swego i zajęła miejsce prezesa. Postanowiła, że na czas swojej niedyspozycji, spowodowanej nawracającym zmęczeniem, spuści nieco z tonu i postara się traktować innych bardziej przychylnie. W duchu skrycie liczyła, że dzięki temu będą zawsze stali po jej stronie.

To była ogromna, wręcz kolosalna różnica, jeśli chodziło o jej podejście do innych ludzi w firmie. Na początku kariery postawiła wyraźną granicę pomiędzy pracą, a życiem prywatnym (którego tak na dobrą sprawę nie miała) i postanowiła nie bratać się z nikim w firmie. Nie interesowały ją służbowe znajomości, wszak wiedziała, że jeśli w grę wchodzi sukces i pieniądze ludzie nagle tracą wszelkie skrupuły. Całą energię poświęciła na doskonalenie umiejętności, umacnianie swojej pozycji i podwyższanie kwalifikacji. Angażowała się w wymagające projekty, w których nikt nie chciał brać udziału ze strachu przed porażką. Negocjowała z trudnymi klientami, stawiającymi poprzeczkę niebywale wysoko. Była inicjatorem sztandarowych kampanii C.W.S. Marketing, które zasiliły firmowe konto o zawrotne sumy. Posyłano ją tam, gdzie nikt nie chciał iść; Ewka była niczym czołg, gnający do przodu po swoje bez względu na wszystko. Wiedziała, że jeśli będzie robić to, od czego inni stronią przez zwykłą nieśmiałość lub niewystarczające kwalifikacje, to, najzwyczajniej w świecie, stanie się jednym z czołowych pracowników. Chciała pokazać zarządowi, że jest niezastąpiona i dzięki niej C.W.S. Marketing zostanie okrzyknięty światowym liderem w swojej dziedzinie. Postawiła wszystko na jedną kartę – podporządkowała swoje życie pracy, poświęcając się jej w stu procentach. Kiedy inni nie mieli ochoty na weekendowe podróże służbowe, ona wpisywała się na listę pierwsza. Kiedy każdy brał wolne na święta, ona zostawała w biurze, żeby spotykać się z klientami, którzy tych świąt w swoich krajach nie obchodzili. W Nowy Rok koledzy z działu leczyli kaca, zaś Ewka sporządzała raporty i rozsyłała je mejlem.

Cel Ewki był jasny – nauczyć się jak najwięcej, żeby inni potrzebowali jej rady, poznać wszystkie tajniki branży i mieć jak najlepszy kontakt z zarządem firmy i klientami. Wszyscy chwalili ją za perfekcjonizm, wspaniałe zorganizowanie i szeroki wachlarz umiejętności. Nie było pytania, na które nie potrafiłaby odpowiedzieć; stała się swego rodzaju ekspertem w swojej i każdej innej dziedzinie. I choć współpracownicy nie darzyli jej ogromną sympatią, to i tak do jej skrzynki trafiało dziennie kilkadziesiąt mejli z prośbą o pomoc. Jeśli chodziło o przetrwanie, ludzie oddzielali uczucia od pracy i skupiali się na tym, co jest do zrobienia, a Ewka mogła im w tym pomóc bez dwóch zdań.

Jednak teraz sytuacja diametralnie się zmieniła; już od momentu ogłoszenia jej awansu, większość firmy patrzyła na nią wilkiem; niektórzy nie mogli znieść myśli, że mimo krótkiego stażu pracy, Ewka dokonała czegoś tak spektakularnego. Wielu pracowników mogło poszczycić się kilkunastoletnim doświadczeniem i dobrą opinią, ale mimo wszystko wszelkie możliwości awansowania przechodziły im koło nosa. A tu nagle do zespołu dołącza młoda, nieopierzona studentka, dostaje umowę o pracę i pnie się po szczeblach kariery w ekspresowym tempie, z fotelem prezesa w roli wisienki na torcie. Ach, niejednemu podskoczyło ciśnienie na widok pewnej siebie Ewki, która od początku puszyła się niczym paw. Jej ton głosu był zawsze wyniosły, a spojrzenie zdystansowane i przepełnione niczym niezmąconą pewnością siebie.

Ewka postanowiła przyjąć inną strategię i, pomimo ogromnej wewnętrznej bariery, spuściła nieco z tonu. Co prawda nie stała się z dnia na dzień osobą do rany przyłóż, ale jej spojrzenie złagodniało, a kąśliwe komentarze padały z jej ust coraz rzadziej. Niestety, mimo usilnych starań, nie sposób zatrzeć pierwszego wrażenia, a ludzie nie zawsze są wspaniałomyślni. Po kątach wciąż dało się słyszeć bezlitosne plotki, często wyssane z palca. Żeńska część firmy była nieprzejednana w swojej niechęci do przebojowej pani prezes, która niejednemu zalazła za skórę. Echa dawnych wydarzeń zdawały się nadal żyć w sercach podwładnych, nie pozwalając na pokonanie silnie zakorzenionych w nich uprzedzeń. Dla dużej części pracowników C.W.S. Marketing Ewka była po prostu bezdusznym korposzczurem, który nie cofnie się przed niczym w drodze na szczyt. Jej nagła zmiana frontu w wielu z nich wzbudzała najrozmaitsze podejrzenia. W swoich boksach ludzie snuli przeróżne domysły, posądzając ją o knucie ohydnych intryg w zaciszu przestronnego biura na dziesiątym piętrze. Niemniej jednak mijając ją na korytarzu, posyłali jej sztuczne uśmiechy, gratulowali awansu i wykazywali ogromne zainteresowanie jej planami dotyczącymi kierunku, jaki miała obrać firma w najbliższych miesiącach. Ewka była szczerze zdumiona rozwojem sytuacji i czasem nawet dawała się wciągnąć w krótką pogawędkę między jednym spotkaniem a drugim. Nie wiedziała, że pod płaszczykiem uprzejmości i konwenansów kryła się ogromna wrogość i złorzeczenie. Posiadając własną łazienkę, nie miała okazji przysłuchiwać się porannym rozmowom w damskiej toalecie, w których nie zostawiano na niej suchej nitki. Pracownice między jednym a drugim pociągnięciem pędzla od bronzera obgadywały ją od stóp do głów – a to miała nie taką fryzurę, a to jej makijaż był za mocny, sukienka za droga, a buty za wysokie. Nic, co dotyczyło pani prezes, nie mogło zostać niezauważone; każdy, nawet najdrobniejszy szczegół związany z jej osobą był rozkładany na czynniki pierwsze i szyderczo komentowany. Zastanawiano się, co robi po godzinach, gdzie bywa i jakiego papieru toaletowego używa.

Pani prezes postanowiła po prostu robić swoje, nie oglądając się na zawistne spojrzenia. Czuła, że nie zdoła przebić tego muru niechęci, którym obwarowała się większa część pracowników. Stwierdziła, że szkoda życia na przejmowanie się takimi pierdołami, w końcu to ona tu rządziła i nikt nie mógł jej podskoczyć. Skoro jej starania nie przyniosły pożądanych rezultatów, to nie będzie się więcej produkować, zna swoją wartość. Znowu skupiła się na jak najlepszym wykonywaniu swojej pracy, jednak powracające zmęczenie skutecznie jej to uniemożliwiało; kawa nie była już tak pomocna jak kiedyś, a przerwa na papierosa nie przynosiła upragnionego wytchnienia. Ewka z dnia na dzień stawała się coraz mniej wydajna, gorzej spała i popełniała fatalne w skutkach błędy. Zdawała sobie z tego sprawę, lecz wciąż ignorowała te alarmujące sygnały; nie miała zamiaru dać satysfakcji tym podłym żmijom, które tylko czekały na jej rezygnację ze stanowiska. Nie, nie da im tej uciechy, nie będą świadkami jej klęski – wręcz przeciwnie, dokupi sobie więcej suplementów, po pracy pojedzie na masaż i będzie zaczynać dzień od odżywczego koktajlu z chlorellą.

Następny tydzień zapowiadał się nadzwyczaj pracowicie. Pan Yuko, wciąż mający Ewkę na oku, oznajmił, że w piątek kampania dla jego firmy ma być gotowa, czego sam osobiście dopilnuje. Pracownicy C.W.S. Marketing byli wściekli, wszak, według wcześniejszych ustaleń, mieli czas do końca miesiąca na dopieszczenie wszystkich szczegółów i zamknięcie projektu. Postanowienie pana Yuko miało pozbawić ich dodatkowych trzech tygodni, które w tym przypadku były wręcz decydujące, jeśli chodziło o powodzenie kampanii i przedłużenie umowy. Klient, pomimo usilnych próśb, pozostał nieugięty i stanowczo orzekł, że albo się wyrobią, albo mogą pożegnać się z dalszą współpracą. Sandra, nadzwyczaj lojalna sekretarka Ewki, która zdążyła już opowiedzieć wszystkim o niefortunnym spóźnieniu szefowej, była święcie przekonana, że to wszystko wina Mirskiej. Oczywiście nie omieszkała podzielić się swoją opinią z koleżankami, kiedy rozmawiały przy porannej kawie.

– Nie dość, że zaspała na tak ważne spotkanie, to w dodatku wyglądała jak siedem nieszczęść – wykrzywiła pomalowane błyszczykiem usta z niesmakiem, ostentacyjnie żując gumę. – Masakra jakaś.

– Też tak myślę – przytaknęła Judyta, szefowa działu kadr, w zamyśleniu upijając łyk kawy. – Zero profesjonalizmu. Potem pomyliła dokumenty i wszyscy musieliśmy to prostować, a ona, jak gdyby nigdy nic, zaryglowała się w swoim gabinecie.

– Pewnie podziwiała swoje nieskazitelne odbicie w lustrze – wtrąciła z chichotem Anka, jedna z pracownic księgowości. – Pani Perfekcyjna w każdym calu, a nie radzi sobie z tak prostymi rzeczami. Żenada, dziewczyny, mówię wam – oparła się na krześle i pokręciła głową z dezaprobatą. Reszta zrobiła to samo na znak solidarności.

– Chciałabym, żeby wyleciała stąd na zbity pysk – oczy Sandry zwęziły się do wąskich szparek. Zastukała czerwonymi paznokciami w drewniany blat stołu, starając się zebrać myśli. – Mam jej po dziurki w nosie. Zachowuje się, jakby pozjadała wszystkie rozumy, no po prostu nie mogę zdzierżyć tej kobiety. Nie dość, że pracuje tu krócej, niż my, to w dodatku w tak szybkim tempie osiągnęła to, o czym inni mogą tylko pomarzyć. Za każdym razem, jak o tym pomyślę, to aż mnie trzęsie.

– Nooo, mnie też – syknęła Judyta. – Pół firmy haruje jak wół, a ona przyłazi nie wiadomo skąd i nagle dostaje awans za awansem. Ciekawe, z kim musiała się przespać, żeby tego dokonać. Wygląda mi na taką, która nie cofnie się przed niczym.

Reszta pokiwała energicznie głowami i siedziały tak, kontemplując w ciszy niesprawiedliwość, jaka je spotkała. W ich głowach kiełkowała myśl, która nie dawała im spokoju. Wiedziały, że nie mogą tego tak zostawić. Ewka musiała dostać za swoje.

 

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *