Wiersze

Nurt

Czasami zmiany bywają bolesne. Kurczowo trzymamy się tego, co znane, choć w głębi serca wiemy, że już minęło i czas puścić to wolno. W naszej naturze leży przywiązywanie się do miejsc, rzeczy i ludzi, lecz brutalna prawda jest taka, że jedyną pewną w życiu jest zmiana. Walka z tym, co przychodzi rodzi opór, a opór w efekcie sprawia nam cierpienie. Tylko jak pożegnać to, za czym tęsknimy i cieszyć się z tego, co dopiero przed nami? Jak wmówić sobie, że już nam na czymś nie zależy i wzniecić w sobie ekscytację do nowego, nieznanego? Jak przejść przez proces zmiany, żeby nie bolało? Czy jedyną opcją jest akceptacja tego, że jej naturalną konsekwencją jest dyskomfort i po prostu zagryźć zęby, przeczekać i dać sobie czas? Tyle pytań, tyle niewiadomych…

Jesteśmy częścią świata, w którym życie toczy się według ściśle określonych cyklów. Jest wiosna, czas narodzenia, czas plonów i jesień, kiedy drzewa zrzucają swe liście, by odrodzić się na nowo. Jednak by to nastąpiło, najpierw muszą pozbyć się tego, co stare, przyjąć chwilową pustkę zimy i w milczeniu czekać na kolejną wiosnę.

My również przechodzimy różne etapy. Po beztroskim okresie dzieciństwa przychodzi czas dorosłości, gdy przeobrażamy się w odpowiedzialnych ludzi, którzy sami muszą zatroszczyć się o swoje utrzymanie. Tylko co wtedy, gdy ten proces boli? Co wtedy, gdy trudno nam pożegnać bezpieczny i ciepły kąt, by wyruszyć w nieznane? Jak sobie z tym poradzić? Jak spojrzeć na swoje życie i z pełnym przekonaniem stwierdzić: „OK, tamto minęło, otwieram się na nowe i czerpię z nowego okresu garściami”? Jak wykrzesać z siebie radość kiedy to ostatnia emocja, jaką czujemy?

Myślę, że jedynym remedium na zmianę jest akceptacja faktu, że nieznane zawsze niesie ze sobą poczucie strachu i niepewności, bo przecież nikt z nas nie potrafi przewidzieć przyszłości. Wkraczamy w coś zupełnie odmiennego od tego, jak dotychczas wyglądało nasze życie i ten okres przejściowy jest momentem próby naszego charakteru – czy zwiniemy się w kokon, usiłując reanimować to, co minęło, czy, pomimo lęku, znajdziemy w sobie odwagę i przejdziemy przez ten proces z wytrwałością i wiarą, że kiedyś to będzie nasza nowa rzeczywistość.

Zmiany są trudne. Niewielu z nas je lubi. Cenimy sobie to, co zostało już oswojone i nie sprawia nam żadnych niespodzianek. Zapuszczamy korzenie, ponieważ każdy z nas potrzebuje swojej przystani – miejsca, w którym zagrzeje miejsce na dłużej. Ale czasami przychodzi moment, gdy życie popycha nas, by ruszyć dalej i wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że rzeczywistość, w której tak uparcie tkwimy, nic dobrego nam nie przyniesie. To duże wyzwanie od losu. Wymaga odwagi i cierpliwości do samego siebie i swoich uczuć. Należy zaakceptować to, że pojawią się w nas emocje – od strachu, przez zwątpienie po chęć ucieczki. To normalne, bo nasze Wewnętrzne Dziecko chce za wszelką cenę czuć się bezpieczne i zrobi wszystko, byle nie wyściubiać nosa ze swojej strefy komfortu. Lecz czy czeka nas w niej jeszcze coś dobrego? Czy mamy szansę w niej rozkwitnąć i rozwinąć skrzydła?

Odpowiedź na te pytania jest dobrą motywacją, gdy, zmęczeni dyskomfortem zmiany, chcemy wrócić do sytuacji sprzed. Gdy przywołujemy w pamięci wspomnienia odnośnie tego, co już minęło, selektywnie przypominając sobie tylko te przyjemne. To umysł próbuje nas zwieść, bo skubany też nie znosi nieznanych sytuacji. Jednak gdy jesteśmy świadomi swoich zachowań, możemy je obserwować, spokojnie robiąc swoje. Bo czy warto wracać do czegoś, co, choć bezpieczne i komfortowe, nie było dla nas do końca dobre?

Zmiana jest bolesna, owszem, ale wszystko jest chwilowe, a nagrodą za wytrwałość będzie zupełnie nowa jakość naszego życia. Czy lepsza? Tego nie wie nikt. Ciężko porównywać coś, co się wydarzyło, gdy nie pamiętamy każdej sekundy z dawnych lat. Moim zdaniem to, co jest teraz to jedyne, co tak naprawdę mamy i to nie zmiana, a niezgoda z nurtem życia sprawia nam największy ból. Może warto spojrzeć na wszystko z dystansem, wziąć głęboki oddech i powiedzieć sobie raz a dobitnie: Takie mam teraz życie i takim je przyjmuję.

Bo ono biegnie do przodu, nie pytając nas o zdanie. I albo to zaakceptujemy, albo będziemy tracić energię na walkę z wiatrakami.

 

Nurt

Nie pyta nas nigdy o zdanie, opinię

Nurt życia – samolub i egoista

I litości nie ma i dalej wciąż płynie

Choć chcesz zacumować i patrzysz, gdzie przystań

 

Życie jest zmianą

Co się nie kończy

Pędzi przed siebie

Jak maratończyk

 

Na niespokojnych falach rzucani

Usiłujemy zrzucić kotwicę

Choć przeszłość mami obietnicami

To tu i teraz naprawdę się liczy.

 

To, co za nami już nie powróci

Jest biciem serca, słoną łzą w oku

Odbiera radość, męczy i smuci

To tylko w dzisiaj znajdziemy spokój.

 

 

_________________________

 

 

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, udostępnij go znajomym, polub New Chapters na Facebooku (KLIK)  i zostaw po sobie ślad – stwórzmy razem społeczność marzycieli, którzy potrafią dostrzec piękno w najzwyklejszych momentach… Dziękuję, że ze mną jesteś i… nie bój się marzyć! 

2 komentarze

  • Ewa

    Agnieszko, nieustannie mnie zadziwiasz dojrzałością przemyśleń i całościowego spojrzenia na życie 🤗.
    Wyjście ze strefy komfortu jest zawsze trudne i pełne niewiadomych, bo choć tamta niewygodna, zła, czasem szkodliwa (albo już z niej wyrośliśmy), to jednak już znana, swojska i nasza. No a nowe rodzi obawy, lęk, niepewność, bo nieznane. Wszystko się zgadza 👍. Lubię Cię czytać 😘.

    • Agnieszka (New Chapters)

      Pani Ewo, te słowa są dla mnie niezmiernie ważne. Cudownie wiedzieć, że inni nas rozumieją i podzielają nasze przemyślenia. Tak, strefa komfortu to bezpieczne miejsce, ale czy coś w niej może wyrosnąć?

      Czasami czyjś komentarz potrafi podnieść na duchu i ten tak u mnie zadziałał. Dziękuję. A „lubię Cię czytać” to dla mnie najpiękniejszy komplement 😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *