Myśli rozczochrane,  Wiersze

Sześć liter

Dzisiejsze „święto” zmotywowało mnie do napisania wpisu, w którym chciałabym spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Walentynki stały się iście komercyjnym wydarzeniem – zewsząd docierają do nas głosy, że ten dzień musi być wyjątkowy, magiczny, spędzony na nietuzinkowej randce, najlepiej z toną serduszek dookoła. Oprócz tego, powinniśmy dać sobie nawzajem upominki, począwszy od wyświechtanych czerwonych róż, na bombonierce lub bilecie do kina skończywszy. Reklamodawcy prześcigają się w wymyślnych hasłach, mających zachęcić nas do wydania pieniędzy na ich pełne afrodyzjaków/podnoszące libido/dodające pikanterii/zmysłowe (niepotrzebne skreślić) produkty, bez których Walentynki absolutnie nie mogą się odbyć. W restauracjach natomiast organizowane są bale, romantyczne kolacje przy świecach, a kwiaciarnie dwoją się i troją, żeby nie brakło im asortymentu. Generalnie ten dzień jest skierowany tylko i wyłącznie do osób, które są w związku i bardzo się kochają. A co z singlami? Czy mają czuć się gorsi, bo nikt nie kupił im misia z napisem „Kocham Cię!”?

 

______________________________________________

Osoby, które nie mają przysłowiowej „drugiej połówki” (brr, nie cierpię tego określenia, jakby człowiek nie był całością sam w sobie), mają w Walentynki nie wychodzić z domu, zaszywając się w nim z pudłem lodów i cichutko pochlipywać w poduszkę? Czy jedyną opcją dla nich jest spędzenie wieczoru rodem z filmu o Bridget Jones, która piła wino i zajadała smutki? Tak sugerowałaby idea Święta Zakochanych – można świętować tylko w parze; jeśli jesteś sam, musisz wysiąść z tej kolorowej karuzeli obsypanej brokatem i kręconej przez Amora.

Ja jednak chciałabym spojrzeć na to trochę inaczej – owszem, każda okazja do celebrowania miłości jest dobra, w końcu te sześć liter skrywa w sobie najpiękniejsze uczucie pod słońcem i pewnie każdy się ze mną zgodzi. Bycie w szczęśliwym i zgranym związku to również powód do radości i każdemu życzę, aby znalazł kogoś, z kim będzie chciał iść przez życie. Ale czy to naprawdę jedyna możliwość do cieszenia się miłością? Osoby żyjące w pojedynkę i nie mające w sobie zbyt wiele samoakceptacji mogą poczuć się wykluczone lub nawet „wybrakowane”. Przecież nikt nie przyniesie im okazałego bukietu czy finezyjnych czekoladek, nie zaprosi na romantyczny seans, nie zrobi masażu stóp. Część z nich może spędzić ten dzień na utyskiwaniu, że są samotne i w efekcie przygnębione. Mogą pomyśleć, że tylko odnalezienie partnera sprawi, że w końcu poczują się kochane, docenione i piękne. Jakby tylko i wyłącznie drugi człowiek był remedium na pustkę w sercu.

A wszystko zaczyna się w nas. Nie da się czuć miłości, gdy nie mamy jej dla siebie. Bezustanne szukanie tego uczucia w słowach bądź ramionach innych może prowadzić do wchodzenia z jednego związku w drugi, byle tylko nie zostać samemu. To często ucieczka przez zajrzeniem do własnego wnętrza, w którym jest cicho, ciemno i pusto. Nie nauczono nas kochać siebie; musimy tę wiedzę zdobyć sami. Zamiast żebrać o miłość i czuć się nieswojo w Walentynki, warto zainwestować czas i energię w spojrzenie na siebie łagodniejszym okiem – w końcu to ze sobą spędzimy całe życie. My jesteśmy swoją brakującą połówką; to w nas jest miłość, której tak usilnie szukamy u innych.

Bez względu na to, czy jesteś w związku, czy może solo, poświęć dziś choć chwilę na powiedzenie „Kocham Cię!” najważniejszej osobie w Twoim życiu – sobie.

Ściskam i wysyłam moc miłości!

Agnieszka ❤️❤️❤️