Myśli rozczochrane,  Wiersze

Wrażliwość

Ostatnio trochę mnie tutaj mniej a to dlatego, że nie lubię publikować na siłę. Jak zawsze piszę dużo, ale nie wszystko może zostać opublikowane; trzeba zachować coś dla siebie.

_________

 

Od jakiegoś czasu wciąż rozmyślam na jeden temat: Delikatność. Czy w dzisiejszych czasach to pożądana cecha? Czy w dobie pogoni za sukcesem, presji bycia „naj” i wychodzenia ze swojej strefy komfortu jest miejsce na bycie wrażliwym? Na wycofanie się z tego wyścigu szczurów i robienie swojego, w swoim własnym tempie? Czy ludzie, którzy mocniej reagują na różne bodźce i potrzebują więcej ciszy są z góry skazani na porażkę?

Długo się przed tym broniłam – przed przyznaniem się przed samą sobą do tego, że jestem wrażliwa. Że odczuwam wszystko podwójnie i czasem po prostu muszę zwinąć się w kulkę i przeczekać, aż to minie. Że bywają dni, kiedy emocje biorą nade mną górę, zwalając mnie z nóg swoją intensywnością. Że wcale nie jest mi tak łatwo powiedzieć sobie „mam to gdzieś”, tylko wiele razy rozkładam wszystko na czynniki pierwsze, analizuję i wałkuję coś w głowie aż do znudzenia. Że czasami jest mi zwyczajnie ciężko i bolą mnie pewne sytuacje. Walczyłam z tą cechą uznając ją za swoją wadę. Wiele razy próbowałam to zagłuszyć i udawać, że tego nie ma. Muszę być silna i zawsze ze wszystkim sobie radzić, nie ma mowy o słabości czy gorszym dniu. Muszę cisnąć, bo inaczej wypadnę z gry.

Niestety, jak się później okazało, nie tędy droga. Zaprzeczanie swojej własnej naturze nie prowadzi do niczego dobrego. Owszem, można to praktykować i udawać, że wcale tego nie widzimy, ale jaki w tym sens? Wszystko ma swoje plusy i minusy, są dwie strony przysłowiowego medalu. Zawsze znajdą się dobre i złe strony każdej sytuacji. Żyjemy w świecie, w którym jest dualizm: zło-dobro, światło-ciemność, góra-dół i tym podobne. Czy zatem wrażliwość ma tylko złe strony i powinniśmy unikać jej jak ognia?

Moim zdaniem to najgorsze, co można zrobić – negować część samego siebie, która przecież składa się na całokształt tego, jakimi jesteśmy ludźmi. Jak odbieramy świat i jak odczuwamy. Szeroko rozumiana wrażliwość to dar, dzięki któremu inaczej postrzega się otaczającą nas rzeczywistość – pozwala dojrzeć to, czego nie widzą inni. I tak, czasem sprawia, że człowieka ogarnia smutek i melancholia, ale z drugiej strony pozwala zachwycać się codziennością w sposób niedostępny dla wszystkich – widok zachodzącego słońca, śpiew ptaków czy liście delikatnie poruszające się na wietrze są dla osób wrażliwych czymś niesamowitym. Inni mogą narzekać, że znowu pada, jest szaro, buro i ponuro, a osoba o takim usposobieniu ucieszy się, że aura za oknem sprzyja oddawaniu się niebywale relaksującym zajęciom – tworzeniu, czytaniu, malowaniu czy rozmyślaniu o niebieskich migdałach. Czyż nie jest to piękna cecha, dzięki której dostrzega się radość w małych, z pozoru nic nieznaczących rzeczach? Ktoś, kto jest w głębi serca delikatny nie potrzebuje wielu wrażeń, żeby prowadzić satysfakcjonujące życie.

Do tej pory byłam święcie przekonana, że powinnam robić nie wiadomo co, żeby osiągnąć spełnienie. A potem zrozumiałam, że ja wcale tego nie potrzebuję. Owszem, lubię tańczyć, spotykać się ze znajomymi i wygłupiać, ale równie cenne są dla mnie chwile spokoju, gdy zatapiam się w lekturze, podziwiam pochmurne niebo lub piszę. Usilnie szukałam szczęścia naokoło, aż w końcu okazało się, że ono jest we mnie, wystarczy tam sięgnąć. I nie, nie jest idealnie, bo każdy z nas ma gorsze i lepsze dni, ale teraz jestem mądrzejsza o kolejne doświadczenie – wiem, że nie ma sensu robić niczego wbrew swojej naturze, bo wtedy można sobie bardzo pokomplikować życie. Jeśli mam na coś ochotę – tak jak dzisiaj na leniwy, powolny dzień to bezkarnie się temu oddaję, nie zastanawiając się czy aby nie powinnam w tym czasie robić czegoś produktywnego. Skończyłam z tym. Skończyłam z ciągłą gonitwą za nie wiadomo czym. Teraz wyznaję zasadę, że zrobię wszystko w swoim tempie. W zgodzie ze sobą i z moim wnętrzem. Powolutku, małymi kroczkami a do celu. Już nie chcę gnać, bo w tym pośpiechu gdzieś po drodze gubi się życie, którego zwyczajnie nie mamy czasu przeżyć. Robimy tak wiele, jednocześnie tak mało żyjąc. Mamy tak wielu znajomych, jednocześnie tak mało prawdziwych, głębokich relacji. Rozmawiamy, a tak naprawdę mało o sobie wiemy. Posiadamy tak wiele, jednocześnie mając ciągłe poczucie nienasycenia.

Jestem wdzięczna Bogu za tę cechę, bo to ona pozwoliła mi zatrzymać się w tym pędzie i pochylić nad sobą. To dzięki niej zrozumiałam, że obrana przeze mnie droga wcale nie jest moja, że nie słucham samej siebie. I choć bywa ciężko, to chyba nie ma nic piękniejszego od poczucia, że znamy swoje wnętrze i potrafimy je zaakceptować. Że nie chcemy zmieniać się na siłę, tylko cierpliwie, z miłością dostrzegamy i przyjmujemy swoje ograniczenia i słabości. Że w trudnych momentach nie szukamy akceptacji naokoło, pytając innych czy mamy do nich prawo, tylko sami potrafimy poklepać siebie po plecach i powiedzieć: Jestem przy tobie, masz prawo do wszystkich emocji. Bo to na tym, moim zdaniem, polega miłość do samego siebie – na nieodrzucaniu i nieocenianiu swoich lęków, ułomności czy gorszych dni. Zaakceptuj to, że nie zawsze jest kolorowo, że czasem masz gorszy nastrój i nie zawsze dasz radę wycisnąć życie jak cytrynę. Że może jesteś delikatniejsza/delikatniejszy i potrzebujesz więcej czasu, żeby się po czymś otrząsnąć, przetrawić, zapomnieć. Że nie rozpychasz się łokciami i nie chcesz robić nikomu przykrości. Czasem po prostu trzeba odpuścić i przyzwolić sobie na to, co nam w duszy gra. Z łagodnością zaopiekować się sobą i podać sobie kubek kakao jak najlepszemu przyjacielowi. A potem przykryć się kocykiem i obejrzeć M jak Miłość.

Bo kto, jeśli nie Ty, pozwoli Ci na bycie Tobą?

 

 

Jestem tutaj

Kolejna z nocy nieprzespanych

Znam na pamięć wszystkie ściany

W myślach życia tor studiuję

Czy coś czuję?

Czy nie czuję?

 

Lampka świeci jak latarnia

Co żeglarzy w port zaprasza

Myśl męcząca, myśl niezdarna

Co rusz w głowie się ogłasza

 

Chcę powiedzieć słów od groma

W myślach tysiąc scenariuszy

Jestem chęci tej świadoma –

By złej struny nie poruszyć

 

Chcąc czy nie chcąc – nie wiadomo

W zakamarki wchodzę duszy,

Jestem z ciszą nieznajomą

Nic już lęków nie zagłuszy

 

Nie ma komu się pożalić,

Że strach wielkie ma oczyska

I choć serce jak młot wali,

Usiłuję pion odzyskać

 

Nie ma komu się pożalić,

Że się tak po ludzku boję,

Ni na kogo winę zwalić,

Wszystko jest już tylko moje

 

Czasem czuję, że nie radzę sobie z całym wielkim światem

Noc ujawnia słabe strony – biorę dzielnie je na klatę

 

I choć pierwszy dzień się miotam,

Czuję, że ta bomba tyka,

Że pogrążam się w kłopotach

I ogarnia mnie panika,

To zachodzi we mnie zmiana,

Wzrok nie skupia się na ścianach,

Z troską już wytężam uszy,

By usłyszeć głos mej duszy

 

Czego pragniesz, me Kochanie?

Co się stało, nie odstanie

Płaczesz za tym, co już było,

Płacz, Najdroższa, by ulżyło

Wypłacz wszystkie lęki, żale

Nie oceniam Ciebie wcale

 

Jestem tutaj i – najczulej

Wszystkie smutki dziś utulę

I po głowię Cię pogładzę,

Na bezsenność coś zaradzę

Jestem tutaj – już, cichutko…

Poprzyglądam się tym smutkom

I, broń Boże, nie uważam,

Że to Ty problemy stwarzasz

 

Życie czasem jest pod górkę,

Czasem piękną jest zabawą,

Czasem kusi cienkim sznurkiem,

Masz do tych emocji prawo

 

Już, Kochanie, jestem blisko

Możesz mi powiedzieć wszystko

Noc się rozmyślaniem dłuży,

Wrócę inna z tej podróży…

 

 

6 komentarzy

  • Martyna

    Moja Bratnia Dusza – cieszę się że jesteś i trafiasz do serducha ! Mam nadzieję, że małymi kroczkami uda mi się odkryć siebie i że nabiorę takiej mądrości jaką Ty masz…
    Twoja druga fanka (moja mama) też przeczytała i jak zwykle jest zachwycona !

    • Agnieszka (New Chapters)

      Marti, Twoje komentarze zawsze bardzo mnie wzruszają i sprawiają, że widzę sens w prowadzeniu bloga. Jeśli choć jedna osoba odnajdzie siebie w moich tekstach, to warto to kontynuować.

      Też się cieszę, w końcu podobne przyciąga podobne i niesamowite jest znaleźć kogoś, kto ma podobne myśli i odczucia 🙂

      Co do mądrości to myślę, że życie nieustannie nas czegoś uczy, wystarczy się na to nie zamykać i w każdej trudnej sytuacji zadawać sobie pytanie: Po co to jest? Jaka jest w tym ukryta dla mnie lekcja? To naprawdę zmienia sposób myślenia. Zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie wiem i wciąż szukam odpowiedzi. Ale wiesz, czasem dobrze jest nie wiedzieć, w tym tkwi urok życia – jest nieprzewidywalne, a przez to piękne i zagadkowe. Gdybyśmy wiedzieli wszystko, nie mielibyśmy takiego funu 😀 Chociaż czasem potrafi to nieźle dać w kość.

      Wierzę w Ciebie, bo piękna z Ciebie duszyczka o ogromnym sercu, a Mamę mocno ściskam! <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *